Czemu uważam, że grupowe wyjazdy są lepsze niż w pojedynkę?

Po samotnych treningach do Ironmana zrozumiałam, że w sporcie najbardziej liczą się ludzie.

Grupa daje energię, motywację i radość, której nie znajdziesz na trenażerze.

Dlatego nasze wyjazdy kolarskie to nie tylko waty i kilometry – to wspólna jazda, rozmowy i chwile, które zostają na długo po powrocie. 

Czemu uważam, że grupowe wyjazdy są lepsze niż w pojedynkę?

Na co dzień łączę treningi triathlonowe z pracą jako stomatolog.

Moja codzienność to często dwie jednostki treningowe i praca z ludźmi, przy zabiegach, która wymaga pełnego skupienia i energii.

Po takim dniu zazwyczaj marzę o ciszy. To sport, który uczy dyscypliny, cierpliwości i wytrwałości – ale też… samotności.

Wielogodzinne treningi, wczesne poranki, długie wybiegania czy samotne jazdy na trenażerze – wszystko to sprawia, że sport staje się bardzo indywidualny.

 

W tym roku szykowałam się do pełnego dystansu Ironman. Gdy zbliżał się start główny, objętość treningowa była naprawdę spora. Było to ok. 20h tygodniowo. W sobotę zazwyczaj jeździłam na Żuławy, żeby zrobić tam trening zakładkowy na S7. Przy rowerze towarzyszył mi Artur, chociaż chłopak już miał dość jazdy na kole, kiedy jechałam na czasówce na watach do im, w tę i z powrotem. To bardzo monotonne. Byłam przeszczęśliwa, kiedy do treningu dołączali inni znajomi triathloniści. I chociaż wykonywaliśmy inne treningi, to mijanie się na pętlach pomagało przetrwać długie zadania. Kiedy na niedzielę miałam zaplanowany długi rower w tlenie, pisałam do znajomych, namawiając ich na trasę. Nie każdy chciał spędzać niedzielę na 5-godzinnej przejażdżce po Kaszubach. Tak wyglądał każdy weekend. W tygodniu prawie wszystkie treningi wykonywałam sama.


I właśnie dzięki temu zrozumiałam, co naprawdę cenię w sporcieinnych ludzi.

Nie zawsze trzeba cisnąć zakładane waty, nie zawsze chodzi o wynik.

Czasem warto zwolnić, żeby dostosować tempo do towarzyszy i po prostu przeżyć coś razem. Bo wspólna jazda, rozmowa na podjeździe czy kawa na postoju potrafią dać więcej niż najlepszy trening.


Oczywiście – jeśli ktoś będzie chciał zrobić solidną jednostkę, też będzie miał ku temu warunki. Ale najważniejsze, żeby każdy mógł znaleźć coś dla siebie.

 

Kiedy przychodzi urlop – szukam kontaktu z ludźmi.

Wtedy mam przestrzeń, żeby naprawdę pobyć z innymi, bez pośpiechu, bez zawodowej rutyny, po prostu – z ludźmi, którzy czują sport tak samo jak ja.

 

Bo wiemy, że wyjazd to nie tylko trasa.

To emocje, ludzie i chwile, które zostają w pamięci na długo po powrocie.


Nie obiecujemy, że będzie lekko – ale gwarantujemy, że będzie warto. Dla chętnych harpaganów, po krótszym rowerze pójdziemy wspólnie na bieganie, a w dzień regeneracyjny skoczymy na basen w Calpe.


Chcemy aby nasze wyjazdy obfitowały w integracje i momenty, które sprawiają, że grupa z „uczestników” staje się ekipą.


Do zobaczenia na trasie!

Basia